Inne utwory od Skumaj
Inne utwory od Gmeniu
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Zakurwiam w kapkach do żarówki. Szkoda mi czasu na albi. Tylko minuta lub aż dwie.
Biorę Red Bulla i ajfę. Szama obskurna w piekarnik. Skończę, mać kurwa, z wrzodami.
Mama mnie słucha, się martwi. Znowu zasuwa do pracy.
Zamknij mnie na tydzień w studio, zjarałbym tam pięć dni. Mamo, nie martw się o jutro.
Płacą za to mi pieniędze. I nie będzie gorzej z główką po tym wszystkim, cośmy przeszli.
Niech se inni pajacują. Nic nie zrobię za donejty. Ten twój idol brzmi jak fake.
Ming ma styl jak ufo porno. Ponoć miał być najlepszy, a się różni tylko mordą.
Jak już tak tłumaczysz teksty, idź weź zostań poliglotą. Walisz w chuja, że nie remix.
Idź z walkonia swoim ziomom. I to pewnik, że Adi to żaden z nich jest.
Lepię bity, mening. Nie słyszałeś tego nigdzie.
Siedzisz całe życie w ciemni, a nawijasz coś o mieście. Mama daje na bułeczki, nie nawijaj mi o cieście.
Obrzydł za mnie rap dziś. Się zatrudnij w drukarni.
Idź rapuj przed uczelnią, tam gdzie czat kserokopiarki. W chuju mam kogo wyświetlą. Liczby robi nawet Bambi.
Kurwa mać, nie nagram z menzo, choćbyś wciskał mi pół bani. W sumie oni ze mną nie chcą.
Jestem na to zbyt wulgarny. Mordo, pomyliłeś peron.
Nie biorę żadnych trzech czwartych. Chcesz to szamaj GMO. Chcesz to zastąp nas AI. Każdy wers mój TKO.
Każdy wers twój brzmi jak czyjś.
Zakurwiam w kapkach do żarówki. Szkoda mi czasu na albi. Tylko minuta lub aż dwie.
Biorę Red Bulla i ajfę. Szama obskurna w piekarnik. Skończę, mać kurwa, z wrzodami.
Mama mnie słucha, się martwi. Znowu zasuwa do pracy.
Zamknij mnie na tydzień w studio, zjarałbym tam pięć dni. Mamo, nie martw się o jutro.
Płacą za to mi pieniędze. I nie będzie gorzej z główką po tym wszystkim, cośmy przeszli.
Niech se inni pajacują. Nic nie zrobię za donejty. Gadam im jak Charlie Kirk.
Twój snajper jest dino. Wierzę w ideały, ale nie chcę za nie ginąć.
Miastem poruszamy, ty nie ruszasz się. To e-sport. Do tego trza odwagi. Ty po prostu jesteś pizdą.
Ja zanim rapowałem, to byłem tu kurwa king.
Jak nie idą ci viralem numery, to jesteś nikt. Się odciąłeś od kolegi, bo kurwa nie robił liczb.
Twoi fani to są zjeby, mają klawiaturę, mysz. Chcesz im kurwa gadać w numerach o lojalności?
Jak się masz za prezydenta, dam ci kredyt. Weź go podpisz. Braciak ze mną day one.
Nie gadam z nim, to zadzwoni. A twój znowu na ściemniał. Sieci swoją chce uzdrowić.
Ja wyciskam wszystko, co złe w nas jak jebany popit.
Jeśli życie to jest gierka, to wy jebiecie jak popit. Typowęzał, wsiadam w Venza, ziomal zaraz z Maliboki.
Jak mnie sprawką chce odebrać, wystarczy, że gdzieś zadzwoni.
Zakurwiam w kapkach do żarówki. Szkoda mi czasu na albi. Tylko minuta lub aż dwie.
Biorę Red Bulla i ajfę. Szama obskurna w piekarnik. Skończę, mać kurwa, z wrzodami.
Mama mnie słucha, się martwi. Znowu zasuwa do pracy.
Zamknij mnie na tydzień w studio, zjarałbym tam pięć dni. Mamo, nie martw się o jutro.
Płacą za to mi pieniędze. I nie będzie gorzej z główką po tym wszystkim, cośmy przeszli.
Niech se inni pajacują. Nic nie zrobię za donejty.