Inne utwory od Bonson
Inne utwory od Mulen Smuff
Opis
Wszystko wokół wygląda jakby było pokryte szarym filtrem – ponure wejście, kaptur na oczach i myśli, które uderzają o skronie mocniej niż bas. Świat jest nieco wypaczony: zamiast planów – pokusy, zamiast snu – telefony od tych, których lepiej nie słyszeć. Każdy krok jest tu między kałużą a światłem policyjnym, między słabością a brawurą. Pachnie tanim spritem, dymem i zmęczeniem samym sobą. Ale gdzieś pod tym całym hałasem żyje ciche pragnienie – choć raz obudzić się bez poczucia, że znowu wszystko poszło nie tak.
Artysta: Bonson, Moulin Smaff;
Słowa: Bonson, Moulin Smaff;
Producent: Blaga;
Miks/Master: Chrypa;
Wideo: Kinokooperatywa
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Siema, kurwa pozmieniało się od poniedziałku, kiedy wychodziłem, nie sądziłem, że się mogę tak czuć. Kaptur, kaptur zasłania mój chujowy nastrój.
Pastuch jeden i drugi na przystanku. Parkoursy odpierdalam na ich łbach znów.
Fart chuj, że twarz tu zasłaniał mi kaptur, kaptur, kaptur.
Zaden ze mnie gangus, ale jebnę chętnie w arbuz. Mogliśmy wybrać wszystko.
Wybraliśmy niunia przemoc. Ona pisze mi, że nara.
Ja jej piszę buźka, elo i pamiętaj, że jak przyjdziesz tutaj kurwa z koleżką, to mu się sklei twarz z betonem jak guma z podeszwą. Do wódki mam lont krótki. Znów kurwy walą do drzwi.
Pocztówki z mieszkaniwki. Pół porcji mam w promocji. Do bójki mam bojówki.
Popuścisz jak podpuścisz. Polówki Lacoste crew slim, bo brzuszki tak od dwóch.
Dzwoni pokusa. Orzeł wylądował i ma dla mnie sztabę skuna.
Chętnie dzisiaj wpadnę, chociaż miałem już nie kurwa. Mało asertywny, gdy myślę o jej perfumach.
Halo, pokusa mówi, że jest w mieście i że chce się dzisiaj ruchać.
A ja na to skarbie, chciałbym w końcu komuś ufać, ale słodkim głosem suka szepta mi do ucha przyjdź, przyjdź. Posypało mi się na amen, się nie chce żyć.
Rozjebany nim znajdę diament nie zrobię nic. Biegam z klamą przy skroni, mam ją. Take delete.
Całe życie drift, całe życie drift, całe życie drift. Halo, pokusa. Nagrzany łeb mam.
Idę dalej, choć ciało odpuszcza. Za rogiem na niebiesko miga gdzieś światło koguta.
Mijam sąsiada, ten mi kurwa znów sra coś do buta.
Mówię mu sąsiad, wszyscy słyszeli jak żoną rzucasz, więc zamknij mordę, bo szukam komu tu podokuczać, a ty przypadkiem dziwnie mi pasujesz coś do klucza.
Telefon dzwoni, nie odbieram, bo to dzwonią z Kruka. W sumie odbieram. Mówię im, że mogą ciągnąć druta.
W Żabce biorę fajki i trzy czwarte wódki. Sprite'a zero, bo miałem od dziś być na redukcji.
Telefon milczy. Ona chyba nie chce znać mnie. Chuj z tym. Pamiętasz, co mówiłem?
Co się stanie, jak mnie puścisz? Halo, pokusa. Jakie mamy opcje? Jakie bramki?
W kiermanie mam dwie paczki i na koncie bańkę z rap gry.
W środę robię zawsze barki, czasami klatkę w czwartki, a w piątek sam se zastrzyk, żeby wiesz, nie zaprzepaścić. Czaisz mnie? Wam takie trzaski jakbym w filmie grał niesmacz tym.
Nie wiem, czy nie czas się martwić, bo już kiedyś miałem zaszczyt.
No to tyle panie Patryk. Ja stotmigiem palę laczki, a dokładniej air maxy.
Jak to mówią na nie na wsi. Dwa pięć, dwa trzy. Kluczyk szarpie jak zły.
Puścił dwa piętra w drzwi. Klucz zgrzyta, jednak śpisz. Znów wstyd.
Dzwoni pokusa. Orzeł wylądował i ma dla mnie sztabę skuna.
Chętnie dzisiaj wpadnę, chociaż miałem już nie kurwa. Mało asertywny, gdy myślę o jej perfumach.
Halo, pokusa mówi, że jest w mieście i że chce się dzisiaj ruchać.
A ja na to skarbie, chciałbym w końcu komuś ufać.
Ale słodkim głosem suka szepta mi do ucha przyjdź, przyjdź.