Inne utwory od Gibbs
Inne utwory od DOPEHOUSE
Inne utwory od Johny Jalapeno
Opis
Producent, wokalista: Gibbs
Wokalista: DOPEHOUSE
Inżynier miksu, inżynier masteringu: Mateusz Dec
Kompozytor, producent: Johny Jalapeno
Kompozytor, autor tekstów: Mateusz Przybylski
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
A nawet nie wiedziałem, kiedy przyjdzie do mnie mrok. Wypatrując zimy.
Czekałem cały rok, aby przywitać go jedną minutą ciszy.
Do pewny, że trzymam nos, czuję cudze czyny. Tworzę wokół mały krąg. To mój własny dystrykt.
Jedni śledzą każdy krok, choć nie czuję winy. Wiedzą jaki popełnili błąd, gdy mnie opuścili przez to.
Czarne chmury rozganiam sam. Idę na rekord. Ćwigam więcej każdego dnia.
Wszystko na serio. Biorę tyle, ile się da od życia bęc. W swej najlepszej formie od lat. Ej!
GIBBS nie widzę swojego szczytu. Długa droga od zawodu ludzi do zachwytu.
Po drodze po fame odebrałem sobie tytuł. Nie potrzeba mi atencji.
Szukam muzy fanatyków. Przybyło mi parę lat.
No i więcej stylu, więcej spraw, ale więcej wygód, więcej ran. Czytaj więcej hitów, większy staż, przy tym więcej widzów.
Nie mogę stać. To mój własny wybór. Sam na sam zrzygam się w tym życiu.
Ten sam skład ciągle w jednym szyku, póki mogę, robię tak, by nam sukces wykuć. Więcej lat.
No i więcej stylu. Więcej spraw, ale więcej wygód, więcej ran. Czytaj więcej hitów.
Większy staż, przy tym więcej widzów. Nie mogę stać. To mój własny wybór.
Sam na sam zrzygam się w tym życiu.
Ten sam skład ciągle w jednym szyku, póki mogę, robię -tak, by nam sukces wykuć. -Więcej lat. No i więcej stylu.
Więcej spraw, więcej wygód, więcej ran.
Czytaj więcej hitów.
Większy staż, przy tym więcej widzów.
Nie mogę -stać.
-A zaczęło się od myśli, że muzyka może nie jest mi pisana wcale. Po latach tyry szukam czegoś, co mi wróci wiarę.
Porzucam gitarę po dekadzie grania bluesa tacie. Niezrozumiany słucham rapu.
To na ranę plaster. Pora na zmianę. Trzeba czasu. Trochę mi to zajmie.
Dwa zero jeden dwa pociąłem swój pierwszy sample. Zaczynam drogę, ale w bagażu mam nowy talent.
Nie szukałem tu złota, a na sercu noszę niejeden za duży kamień.
Sam w pocie czoła ignoruję, co mi rozum każe. Nie zawrócę, póki swojej zywie nie przyniosę chwałę.
Na szlaku mijam ludzi, którzy mówili mi bracie, idziemy tam, gdzie ty.
Może ruszymy tam razem. Po czasie syf i co drugi się okaże gadem.
Nie gadamy dalej tego bólu solo napisałem wiersze.
Nie wierzył mnie nikt, bo nie byłem kimś, komu zależało, aby gadał o mnie byle bic. Chciałem, aby kojarzono tylko z muzy nich.
Udało się. Dziś moja twarz nie musi brzmieć znajomo. Ten sam kolo.
Matiz KCK boso szedłem po swoje, kiedy wiało dla was zbyt mocno.
Gotuję coś, co przyniesie burzę pod okno. Zrobiłem to dla siebie, po to, aby czuć wolność. Czaisz?
Przez połowę życia nie wyszedłem poza drugi rząd. Gardzę piedestałem. Wolę mój front.
Robić muzę, a nie show.
Całe kilkanaście lat przesiedziałem tam ze swym strachem przed oceną i tym, co powie ktoś na mnie.
Minie to wszystko jak dym, gdy zagram pierwszą trasę. Dziś jestem głosem tych, którzy w cieniu dalej. Wysyłam Ci cynk.
Pora zabrać, co nam odebrane.