Inne utwory od Cooks
Inne utwory od shhieda
Inne utwory od DOPEHOUSE
Opis
Czasami życie jest jak bieganie po schodach starego domu: w górę i w dół, po zużytych stopniach, w ciężkich tenisówkach i z przekonaniem, że to wszystko jest do czegoś potrzebne. Nie ma tu blasku, nie ma„sukcesu”, ale jest noc, kiedy miasto śpi, a w głowie znów kręci się myśl„trzeba iść dalej”. Wydaje się, że wszystko jest takie samo – ten sam widok z okna, ta sama klatka schodowa – ale w środku jest już cały wszechświat zmęczenia, dumy i ciepła dla tych, dla których się trzymasz.
Gdzieś pomiędzy„za długo” a„jeszcze raz” pojawia się świadomość: wolność to nie ucieczka, ale umiejętność pozostania sobą, gdy świat rozpada się pod nogami. I niech zbroja jest podarta, a wiara opiera się na upartości – i tak idziesz dalej. Bo dopóki w środku płonie mały ogieńek, to znaczy, że wszystko nie poszło na marne.
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Postawiłem wszystko tu na jedną kartę. Za długo szliśmy w tych za dużych butach.
Znam cenę ambicji, gdy miesza się z fałszem. Mijamy codziennie prawdę.
Milion neuronów wysyła mi znak ten.
Uwierz znów w siebie, nawet gdy sumienie zawiąże na szyi kokardę. Na czwartym piętrze w osiedlowym bloku, nie w apartamentach.
Tu chodzi o spokój. Wierzyłem mocno, że mam w życiu misję.
Mój kierunek dla wielu był solą w oku. Nie idę za tłumem, w stronie od pokus. Za długo traciłem na cele fokus.
Gdy życie prywatne mi leży na boku, wyrzucę to z siebie dla tych paru osób, co mają jak ja.
Inaczej nie umiem, to ADHD. Nocą nie mogę spać.
Ulice są puste.
Mam jeden kierunek, zaprowadzi nas, by jeszcze raz poczuć wolność w innych miejscach.
Widok się zmienił po latach wędrówki. Na twoje sentencje dawno nie mam miejsca.
Napełnię studnię dla bliskich, wybudujemy im schron, zanim nas porwie codzienność.
Zapomnij o trudach. Za długi mam lot. Nocą zamykamy licznik.
Jedyny reset na całe to zło. Dumny, bo w środku mam bliskich. To zero trzy trzy. Leci to w blok.
Zanim runie mój świat, zostawię po sobie znak.
Za długo szukamy wiatru na alejach strat. Widok się zmienił sprzed lat. Dzisiaj to ty możesz stać tu.
Chyba nie, chyba nie, chyba nie czuję nic poza tym, że cię mam.
Na sobie zbroja, którą chowam tak od lat.
Może nie świecę pośród innych. Jestem sam.
Całkiem sam.
Nigdy nie przestałem wierzyć. Do końca tej misji postawiłem, że nam się uda.
Mając trzy grosze na koncie manifestowałem, by z życia wyrzucić umiar.
Przez tamte lata chłonęliśmy ideologie przelane przez ojca i wuja.
Ograniczenia, co zostały w głowie, są przykute do nas jak stalowa kula.
Dlatego w górze dwa palce. W każdym kierunku mam dom.
Zabrałem siebie na spacer i tak od dekady żyjemy tym wciąż.
Biegiem po życiowej planszy. Każdy ruch cenny jak wygrany los.
Z bieda zdążyliśmy na zachód, mimo że chmury nam zakryły drogę. Yo.
Napełnię studnię dla bliskich. Wybudujemy im schron, zanim nas porwie codzienność.
Zapomnij o trudach. Za długi mam lot. Nocą zamykamy licznik.
Jedyny reset na całe to zło. Dumny, bo w środku mam bliskich. To zero trzy trzy.
Zanim runie mój świat, zostawię po sobie znak.
Za długo szukamy wiatru na alejach strat. Widok się zmienił sprzed lat. Dzisiaj to ty możesz stać tu.
Chyba nie, chyba nie. Chyba nie czuję nic poza tym, że cię mam.
Na sobie zbroja, którą chowam tak od lat.
Może nie świecę pośród innych. Jestem sam.
Całkiem sam.
Jestem sam.
Chyba nie. Chyba nie. Chyba nie. Jestem sam. Chyba nie.
Chyba nie. Chyba nie