Inne utwory od Zvonkiy
Inne utwory od Rem Digga
Opis
Autor muzyki: Andriej Łyskow, Siergiej Kuricyń
Autor tekstu: Andriej Łyskow, Roman Woronin
Saksofon: Timofiej Chazanow
Gitara: Władimir Kryłow
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Глядя на город издалека, кажется, он таким далеким.
Когда ты убьешь меня током, синтезируя мой рай, мой рай, мой рай, мой рай. Воскресенье, субботе.
Ты мой ангел, оплачи, кстати.
И мне этого вполне хватит.
Закрывай глаза, сияй-яй-яй-ей.
Вместо тысячи дней мы в темноте, в холоде звезд упали вниз.
Легче, чем дым, не спуская очей, стали ничьи.
Выключив свет, мимика лиц.
Город нами дышал, нас выпил до дна, купая нас под осенним дождем.
На этажах беззвучный режим. Вот это жизнь! Ха!
Счастливый билет купив на последний кэш, оставили только надежд надежду.
Глядя на город издалека, кажется, он таким далеким.
Когда ты убьешь меня током, синтезируя мой рай, мой рай, мой рай, мой рай. Воскресенье, субботе.
Ты мой ангел, оплачи, кстати.
И мне этого вполне хватит.
Закрывай глаза, сияй-яй-яй-ей.
И мы снова на виражах, без ума и гроша, пьяный наша.
Пусть в двери кто-то стучит, чужой персонаж, слепая душа.
Мы где-то на этажах, street сплетен и швабр, сюр и вышарм. Ты мой яркий пожар, в языке душа. Я хочу не мешать.
В час, когда спит розетка, воспламени меня током, детка.
Ведь холодно так в клетках, бетон и холодно так в -клетках. Обнимай меня крепко, крепко.
-Глядя на город издалека, кажется, он таким далеким.
Когда ты убьешь меня током, синтезируя мой рай, мой рай, мой рай, мой рай. Воскресенье, субботе.
Ты мой ангел, оплачи, кстати.
И мне этого вполне хватит.
Закрывай глаза, сияй-яй-яй-ей.
Глядя на город издалека, кажется, он таким далеким.
Когда ты убьешь меня током, синтезируя мой рай, мой рай, мой рай, мой рай. Воскресенье, субботе.
Ты мой ангел, оплачи, кстати.
И мне этого вполне хватит.
Закрывай глаза, сияй-яй-яй-ей.
Tłumaczenie na język polski
Patrząc na miasto z daleka, wydaje się ono tak odległe.
Kiedy porazisz mnie prądem, syntetyzując mój raj, mój raj, mój raj, mój raj. Niedziela, sobota.
Jesteś moim aniołem, przy okazji zapłać.
I to mi w zupełności wystarczy.
Zamknij oczy i zabłyśnij.
Zamiast tysiąca dni upadliśmy w ciemność, w zimno gwiazd.
Lżejszy od dymu, nie odrywając wzroku, stał się remisem.
Wyłączenie świateł, wyraz twarzy.
Miasto tchnęło na nas, wypiło do sucha, kąpało nas w jesiennym deszczu.
Tryb cichy na podłogach. To jest życie! Ha!
Kupiwszy szczęśliwy bilet za ostatnią gotówkę, pozostała nam tylko nadzieja.
Patrząc na miasto z daleka, wydaje się ono tak odległe.
Kiedy porazisz mnie prądem, syntetyzując mój raj, mój raj, mój raj, mój raj. Niedziela, sobota.
Jesteś moim aniołem, przy okazji zapłać.
I to mi w zupełności wystarczy.
Zamknij oczy i zabłyśnij.
I znów jesteśmy na zakrętach, szaleni i bez środków do życia, nasi pijacy.
Niech ktoś zapuka do drzwi, obcy, ślepa dusza.
Jesteśmy gdzieś na podłogach, uliczne plotki i mopy, surrealistyczne i urokliwe. Jesteś moim jasnym ogniem, w języku duszy. Nie chcę się wtrącać.
O godzinie, gdy gniazdko śpi, rozpal mnie prądem, kochanie.
Przecież w klatkach jest tak zimno, beton i tak zimno w klatkach. Trzymaj mnie mocno, mocno.
-Patrząc na miasto z daleka, wydaje się ono takie odległe.
Kiedy porazisz mnie prądem, syntetyzując mój raj, mój raj, mój raj, mój raj. Niedziela, sobota.
Jesteś moim aniołem, przy okazji zapłać.
I to mi w zupełności wystarczy.
Zamknij oczy i zabłyśnij.
Patrząc na miasto z daleka, wydaje się ono tak odległe.
Kiedy porazisz mnie prądem, syntetyzując mój raj, mój raj, mój raj, mój raj. Niedziela, sobota.
Jesteś moim aniołem, przy okazji zapłać.
I to mi w zupełności wystarczy.
Zamknij oczy i zabłyśnij.