Inne utwory od Magda Umer
Inne utwory od Stanisław Soyka
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie.
Grudzień ucieka za grudniem.
Styczeń mi stuka za styczniem.
Wśród ptaków wielkie poruszenie.
Ci odlatują, ci zostają.
Na łące stoją jak na scenie.
Czy też przeżyją, czy dotrwają?
Ja żegnałam nie raz kogoś.
I powracałam już nie taka.
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka srebrna jak u ptaka.
Ja żegnałam nie raz kogoś.
Za chmurą, za górą, za drogą.
Ja żegnałam nie raz kogoś.
Ja żegnałam nie raz.
Gęsi już wszystkie po wyroku.
Nie doczekają się kolędy.
Ucięte głowy ze łzą w oku zwiędną jak kwiaty, które zwiędły.
Dziś jeszcze gęsi kroczą ku mnie ostatnim sennym kontredansie.
Jak puste księżne, które dumnie witały przewrót, kiedy stał się.
Ja witałam nie raz kogoś, chociaż paliły wstydem skronie.
I powierzałam Panu Bogu to, co w pamięci jeszcze płonie.
Ja witałam nie raz kogoś.
Za chmurą, za górą, za drogą.
Ja witałam nie raz kogoś.
I ja witałam nie raz.
Ognisko palą na polanie.
W nim liszka przez pomyłkę gore.
A razem z liszką, drogi Panie, me serce biedne, ciężko chore.
Lecz nie rozczulaj się nad sercem.
Ma cóż mi kwiaty pomarańcze?
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę.
Ja jeszcze z wiosną się roztańczę.
I ja żegnałem nie raz kogoś.
I powracałem już nie taki.
Choć na mej ręce lśniła srogo obrączka, jaką noszą ptaki.
I ty żegnałeś nie raz kogoś.
Za chmurą, za górą, za drogą.
I ty żegnałeś nie raz kogoś.
I ty żegnałeś nie raz.