Rap To Sztuka
Inne utwory od Nullizmatyk
Inne utwory od Cira
Inne utwory od bartek koko
Inne utwory od Ryfa Ri
Opis
Rytm rymów przypomina odgłosy garnków w akademiku: głośny, szczery i nieco przesadzony. Każde słowo sapie jak stary„peugeot” na wzniesieniu, ale jedzie z uporem, zapałem i dumą rzemieślnika, który zna wartość słowa„swoje”. Żadnych fałszywych lajków, żadnych błyszczących bitów z marketingową etykietką. Tylko chrapanie ulic, rdza na rymach i teksty napisane bez recepty.
To ten przypadek, kiedy„scena” nie jest podium, ale podestem starej kamienicy, gdzie pod latarnią wszystko decyduje mikrofon i pewność sylabu. Tutaj nie czyta się dla popularności, tutaj wydycha się rytm jak dym papierosowy po długiej ciszy. Surowo, szczerze, z tym samym polskim klimatem, gdzie sztuki się nie sprzedaje – kupuje się za nią sumienie.
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Rap to sztuka. Markowy.
Oni pytają czy rap to sztuka? Co ty sądzisz? Jebać babol.
Triple double Luka doncić. Kto tu szponci i czesze jak barber. Ty szukasz błądzisz.
Ja jadę na twoim karbie jak BD i Carter. Wycinanki rymów. Trzymaj gardę, włosy, pancze.
Włączę synu mocno tańczę, męczę tylu. Plącze styl, sączę piluś.
Kończy list, science is co kaleczą. Kończy wywód pis.
Ja ciągle i z gram w latającym cyrku będę pykać, póki nie podomkną cyklu. Palec na dzynglu. Stoję na cyplu, wokół woda.
Nie daje cynku za często, ale nie, że się chowam. I od nowa cztery dychy na karku.
Zero zadychy. Liryczne oprychy się hartują. Łap ej, ponownie poszył rap.
Zrób -majka test. No show me what you got. -Mordy nie zamknę.
Bit gra, flow tańczy sambę. Płynę z tym samplem et viva l'arte. Uwagi warte style jak sceny z Wagi.
Bez pięci udawanej powagi. Z siłą blagi hip-hop wabi, potem trafi jak na muraw
Tanikas. Chcę tu coś zostawić. Każdy kombinuje.
Ja to szanuję i robię swoje, -choć nie wszystkim to pasuje. -Moja profesja, liryczna ekspresja.
Rymuję w dni robocze, w weekendy i święta. Robię to po swojemu. Nie robię jak reszta.
Na ludzie jak siesta. Bo po co westać?
Zmieniają się ludzie, zmieniają się miejsca. Ja cel mam mieć tam, gdzie dobra energia.
Chcę dawać od siebie, dla siebie ją czerpać. Dobry ziomek, nie szelma. Mówię, co jest, nie ściemniam.
Rap to sztuka. Nie szuka fana i nara bitch.
Rymy to para w rękach trzymam jak granat. Jak nawijam to filar się wam tu trzęsie jak pajac.
Wrzucam w kabinie swoje skille na aranż. Wena siada na bara, gada fraza.
Widzę świata rymami nie zbawi niki nic tutaj. Jedyne co weźmiesz to w ręce fiuta.
Ja w domu typa jak Wu-Tang rymy powszednie słucha. Ja słowami tak se w takt to rzucam.
Z rapem tańczę salsę, gdy w ręku puchar i całą noc pite, jechane z bloki na bicie. No bo po co ta nocka?
Zajawa hipi. Keep it real. Dalej gram rap na bloczkach. Zwykły typ, średnia polska.
Flow szczerze każda lala miałaby orgazm. Trochę waszymi kartami to se pogram.
No bo szczerze nie wierzę, że wam flow wypadło z rąk i rozjebało jak Force.
Raz, dwa zawsze masz coś ode mnie. Sztuka jest dobra, innej nigdy nie chcę.
Sort klasy pierwszej ją zamiata pod dywan. Ty utkaj pizdę i się nie odzywaj.
Moje rzemiosło to kunszt i klasa. Twoje to fake blacha, słaba baka.
I to nie atak, a stwierdzenie faktu. Nie, nie chcę bucha, nawet nie palę lightów. Dość żartów.
Nikt się kurwa nie śmieje. Mam zaburzenia odżywiania pozerze.
Rzygam tym syfem i tym co robicie. Gdzie jest mój hip hop? Tu. Spójrz na ulicę i przyłóż rękę.
Czujesz serca bicie? To słaby puls, ale tętni życie. Gorąca krew. Rap. Rap, którym żyję.
Wdech, wydech. Czasem nic poza tym. Droga Bushido, a chuj kładę na nich.
Teraz, teraz ja powiem wam, powiem wam o co chodzi nam.
Puszczę to po filtrach jak magister sztuki. Leci to w komórki, w audiosystemy do suburbii.
Realizuję przemyt poprzez kumpli. Fajbe funkiel nówki.
W mainstreamie dalej sezon na ogórki. Wkładam majkiem jak w karate ze dwie klatki obok. Dwie paki se na klatę.
Bierze polo, siedzi na glam rapie, pyta co oni pierdolą? Nie wiem. Jestem Koko. W
Andezy już powoli posok. Głąby mnie obsrały. Ziomki dalej siedzą.
Elos sensibary ma być tłusto jak na keto. Polo jeździł alfą, teraz śmiga sobie bruto.
Myśli, że jest figą, ale jego flow to beton. Jego styl to klapa. Beka.
Wzrok bity na flotę. Chwalisz ją mega, ale styl nie drgnął o jotę.
Rzucam to na pito, suto nawalone barców. Ty płacisz głupkom grubo. Jak ci nie szkoda hajs.
Jeśli rap to sztuka, to ja ziewam jak na szkolnych wycieczkach.
Dekonstrukcja ewidentnie jest potrzebna. Tam jest granat, a tu zawleczka. Bardziej Apro
Kolektyw niż Afromental. Słuchaj sobie Big Punna albo Lil Wayna. Ja będę czytał
Viana albo Houellebecqa. Robię biznes na Hiszpana. Ma balony jak z reklam.
Ta umowa jest spisana, więc kurwa nie pękaj.
Generalnie beka, bo się wczuwa jeden z drugim, że tylko on ma przekaz i że cię nie lubi.
Bez nerwów, bez łudeń i bez zbędnej pszczyty. Siadaj. Sportowe buty i bansowe nuty. Madam.
Dla mnie to sztuka, dla niektórych rzemiosło przerosło to niektórych ostro już poniosło. Wielu taśmowo łapie majk jak za wiosło.
Rozrosło się, ale niewielu coś nowego wniosło. Szuka, nie szuka. Z dala od białego kruka.
Byle dorobić się, zarobić na Facebooku kciuka. W trendy patent wkręt jak dura suka.
Gnój przywlecze tłuk jak żuchw, potem nie spłuka.
Nie sztuka nastukać się, dukać do taktu. Z szacunkiem traktuj akt. Lektura faktu. Liczy się szczegół.
Flow, sztukateria. Poezja nie biżuteria, bo to nie galeria.
Styl i finezja główne kryteria. Wirtuozeria ma być art artyleria.
Każda linijka to z baterii seria, a nie mizerna nawijka a la mizeria.
Centrum Świdnica, trzecie piętro, kamienica.
Widziałem rapera, medala i kibica. Dzisiaj pusta dzielnica. Każdy liczy i wylicza. Patrzę głęboko w oblicza.
Widzę głupa, parę snitcha, getto, Kozakiewicza i kilka minut życia autostopowicza. Czas nam drogę wytycza, a ulica rozlicza.
Albo nienawidzisz, albo -cię zachwyca. -To ten karawan, co płynie na Bali grama.
To ciągle gada i gada, i gada, i gada, i gada. Nigdy nie słucha, nigdy nie ufa.
Zgarbiona postać, ostatnia prosta. Pióro i guma.
To nasze myśli spalone i czarne jak kawa. I tylko dawaj, dawaj, dawaj, dawaj. Dziewiętna sława.
Słowa pieśni z brudnych. Gdzie ludzie z bloku pisali rapem sztukę.
Rap bywa sztuką. Mieszamy w nim suto style.
W chuj to kmienie i jak Rubens lubię grube lie. Nie lubię się nudzić.
Kubizm gubi w oficynie, a dla ludzi mam futuryzm jak gadam w turyl po klinie. Czy mi minie, czy mi nie minie.
Do opozycji w kontrze. Słyszą gwizdy ciągle. Płyną pizdy z prądem. Dziw na obrzęd.
Poprzez to mają ból. Prze flow się plączesz ziom. Nie mów mi co jest dobre przyjąć w mordę cios.
A jak Arka. R jak renesans. Say jak to me what you got on your mind.
Prawda krasnych nagrań z serca. Cena za CDk fourty seven hash.
Wymień na sztukę albo zborchaj sztukę, ale nigdy nie zmień tej sztuki na sukę.
Bez linii basu puste jak WWA bez -Hex'em. WTK daj puste. -Lecimy z tym underground. Rym za rym.
Pozdrawiam. Nie palimy. Mamy z majkiem fight. Nie przez kalkę style na deskę.
Strajk nie jak z jajkiem łaki MC.
Kiedyś było ich piętnastu, dziś stąd boombap feel. Dzwonię dziś pajace. Ja szanuję pracę i szanują swe słuchacze.
Za markowe bity lirycznymi linijkami płacę. Zawsze Polak, nie Polaczek.
Zawsze ze swoimi raczej. Nie inaczej. Bez trze inaczej. W każdej skice znajdą się partacze.
Rap się dawno zesrał. Raczej w wyścigu po kasę.
Konsumpcyjni kamikadze zalewają słabym gównem czyjąś pracę. Znikną z szacem, pozostawią próżnię wraz z niesmakiem.
Bije dzwon, bije dzwon, bije dzwon. Jebać ten teatrzyk. Tańczy klaun, wyje klon.
Wyjebane w to, ile kto czyje stron. Niech świnie żrą.
Ja wciąż szyję flow na mikrofon. Bije dzwon, bije dzwon, bije dzwon. Jebać ten teatrzyk.
Tańczy klaun, wyje klon. Wyjebane w to, ile kto czyje stron.
Niech świnie żrą, ja wciąż szyję flow.
Rap to sztuka.
Yeah
Yo
Sounds