Inne utwory od Karus
Inne utwory od Francuz Mordo
Inne utwory od Swizzy
Opis
Wydany: 2026-04-10
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Swizzy na bicie ziomal.
Aaa.
Znowu zgarniam chłopaków. Wiesz jak to ryje łeb.
Gdyby nie treningi i mikrofon, dawno bym zszedł. Kolejny dzień kłócę z suką, czemu właśnie jej chcę.
Ale ogólnie jest dobrze. Koła mielą teren. Znowu dzień zaczynam rezinę, a potem skręt.
Znowu kłócę się z myślami. Większy obraz widzę. Wokół węże, nadgryzione jabłka ryją łeb.
Przydałoby się, żeby każdy znalazł Temidę. Dzwoni telefon, kiedy nawijam. Ja Lamelo
IG nie biegam, bo mi psuje stan. Zapytasz o mnie na osiedlu dobry młody pan.
Zapytasz o mnie w innym kręgu zwykły prostak cham.
A jakbyś spojrzał szerzej, będzie jeszcze inaczej. Gram kilka głównych ról. W każdej czuję jak facet.
Jak nie leży ci chuć z tym, bo ja to manekin zawsze.
Nie martwcie się, o moje łóżko robi loda, ja w hajsie. Zarabiamy na dwóch, to dzielę na pół.
Raz się wyjebałeś, to już z tobą chuj. Każdy ma dwie twarze. Ty z dwóch zwykły żul.
Po co te groźne miny jak w lustrze jest ból?
Znowu zgarniam chłopaków. Wiesz jak to ryje łeb.
Gdyby nie treningi i mikrofon, dawno bym zszedł. Kolejny dzień kłócę z suką, czemu właśnie jej chcę.
Ale ogólnie jest dobrze. Koła mielą teren. Znowu dzień zaczynam rezinę, a potem skręt.
Znowu kłócę się z myślami. Większy obraz widzę. Wokół węże, nadgryzione jabłka ryją łeb.
Przydałoby się, żeby każdy znalazł Temidę. Że dawkował kraka, ćpun dołącza do
Tupaca. Dwa auto, jedno z towarem. Jazda, autostrada.
Jeszcze bardziej od puszczenia z jaja lubię, kiedy wpada. Jeszcze nie jest kolorowo, ale wystrzeli armata.
Tak jak Wojtek Szczęsny w Arsenalu jarał szlugi w szatni, to ja jaram jointy, kiedy brakuje mi wyobraźni. Nie pytaj, co tam u mnie. Jak mnie nie znasz i nie poznasz.
Trochę cham. Moja bejbi ma znowu foszkę. Je suis défoncé sous verte. Je mélange le
Maroc avec la Cali dans mon pet.
Et si tu bicrave à perte. Bah faut arrêter.
T'es une chouette, t'es une tapette.
Znowu zgarniam chłopaków. Wiesz jak to ryje łeb.
Gdyby nie treningi i mikrofon, dawno bym zszedł. Kolejny dzień kłócę z suką, czemu właśnie jej chcę.
Ale ogólnie jest dobrze. Koła mielą teren. Znowu dzień zaczynam rezinę, a potem skręt.
Znowu kłócę się z myślami. Większy obraz widzę. Wokół węże, nadgryzione jabłka ryją łeb.
Przydałoby się, żeby każdy znalazł Temidę.