Inne utwory od Słoń
Inne utwory od Chris Carson
Opis
Kompozytor: Krystian Siłakowski
Autor tekstu: Wojciech Zawadzki
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Cześć wszystkim, mam na imię Jacek, mam nową C klasę i dwupoziomową chatę.
Mam własną firmę, dobrze płatną pracę, a na jakby co mam bogatego tatę.
Poznałem Agatę na baletach w mieście, bywam tu często, nie widziałem jej wcześniej.
Miała czerwoną kieckę, proste blond włosy, była śliczna, czułem się z nią jakby morzył.
Miałem dosyć, chciałem stałego związku, mimo niepowodzeń znalazłem go w końcu.
Już po miesiącu zamieszkała u mnie, nie mógł przewidzieć tego, co się stało później.
Byłem durniem, miałem w głowie zamęt, nie mogłem odpuścić sobie przecież koleżanek.
Lgną do mnie same młode cipki ziom, to nie ja myślę chujem, to chuj myśli mną.
"Wciśnij stop", ostrzegał przyjaciel, ględził, że kiedyś się przejadę na zdradzie.
Mówił o Agacie, że może mi przysiąc, ale słyszał, że jej babcia jest czarownicą.
Nie bądź cipą, nie ma czarownic, sabaty, ropuchy i wywary z roślin.
Mówisz to po złości, bo sam chcesz być z nią, ty zawistny śmieciu, spierdalaj won! Nie widziałem go od tamtej pory.
Myślałem, że z zazdrości chce mnie poryć. Minął spory okres, chyba z rok. Szczęście wyślizgnęło mi się z rąk.
Mój błąd, nie wylogowałem fejsa. Agata weszła w rozmowy i zdjęcia.
Cycki, cipki, ja w ich objęciach. Nagle runął obraz wrażliwego księcia.
"Nie masz serca", powiedziała płacząc. "Kochanie, te kurwy już nic nie znaczą".
Z zaryczaną twarzą skrzywdzonego dziecka wzięła swoje rzeczy i po prostu uciekła.
Była wściekła, w sumie się nie dziwię, ale ostatecznie jest to wina tych dziwek.
Usiadłem z jim beamem, chciałem się spić, zalałem się w trupa, nie pamiętam nic.
Ktoś drzwi w nocy pomazał mi z zewnątrz. Trójkąt, kółko, chuj wie co to za ścierwo.
Pełno dziwnych znaku, a na wycieraczce żółty proszek śmierdzący w całej klatce.
To na bank te jebane smarkacze. Powyrywam gierry z dupy, jak któregoś złapię.
Sądziłem, że Agacie może kiedyś przejdzie, lecz nie wiedziałem wtedy, w jakim jestem błędzie.
Kochanie, wybacz, z całych sił przepraszam. Jak wierny wyznawca ci padam u stóp.
Nie chciałem być zwykłym śmieciem bez zasad i zrobię wszystko, byś przerwała mój ból. Kochanie, wybacz, z całych sił przepraszam.
Jak wierny wyznawca ci padam u stóp.
Nie chciałem być zwykłym śmieciem bez zasad i zrobię wszystko, byś przerwała mój ból.
Od tamtej nocy czuję się podle, mam parchawą cerę i cuchnący oddech.
Włosy na głowie mam cieńsze niż starzec, zaczesuję na bok przerzedzoną falę.
Odwiedzam szpitale, prywatne kliniki, badał mnie nawet jeden typ z zagranicy.
Nikt nie zna przyczyn, to rzadka choroba. Każdy z was kurwa to zwykły konował.
Wątroba mi gnije, zionie mi z pyska, odmawia mi nawet najgorsza dziwka.
Wyciskam z ciała narośla i ropnie, każdy z tych wrzodów boli okropnie. Gdzie spojrzę, widzę zakochane parki.
Nie ma miłości, muszę was zmartwić.
Mojej Agatki nikt nie zastąpi, a dziś nawet śmieją się ze mnie ziomki.
Są bezlitośni, mówią, że skisłem, że ryj mam jakby żul wysrał pizzę.
Mam ohydne dłonie, schodzi z nich skóra, zostawiam całe płaty na drogich garniturach. Kurwa, to na pewno jej wina!
Wkurwiony przed lustrem po nocach rozkminiam. Ta zdzira odeszła.
Chodź tutaj, wracaj, wykąpię się w twoich cuchnących flakach. Przepraszam, kocham cię całym sercem.
Teraz rozumiem, co mógł czuć Werter. Bez ciebie cierpię. Błagam cię, wróć.
Przysięgam się zmienić i weźmiemy ślub. Dlaczego mój fiut nie działa już wcale?
Trzymam go w dłoni jak niedopałek. No dalej, wstań! O co ci chodzi?
Próbuję postawić masz to od dwóch godzin. Jestem młody, powinienem korzystać.
Nim zacząłem gnić, miałem buzię bożyszcza.
Firma upadła, a ja łkam po cichu, wykrztuszam z płuc zarodniki grzybów. Każdy z medyków chuja mi pomógł. Wizyta księdza też nic nie wniosła.
Jedynie szaman siedzący w mroku stwierdził, że to jakaś pradawna klątwa.
No jak można drwić tak ze mnie? Przecież nie wierzę w te magiczne brednie.
Czuję, że zdechnę, powoli umieram. Kostucha wyszczerza kły jak murena.
Wstaję z fotela też coraz rzadziej. Wygląda mi się, poruszam jak starzec.
Mam na całej powierzchni ciała wykwity, cuchnę jak zaduch w zbutwiałej piwnicy.
Ledwo w ciszy oddycham i mrugam. Zdrapane wrzody, porasta huba.
Śmierć mnie otula, czuję jej oddech. Zniszczona twarz odbija się w oknie.
Po lśniącej skórze przejeżdżam dłonią, jątrzące się rany już się nie goją.
Nocą wyciągam kolejny zom z ust, a z dziury w dziąśle wypływa śluz.
Nie mam już sił, więc przekaż Agatce, że z całej siły przepraszam naprawdę. Piszę na kartce ostatnie słowa, dwukropek, gwiazdka.
Zawsze kocham.
Kochanie, wybacz, z całych sił przepraszam.
Jak wierny wyznawca ci padam u stóp.
Nie chciałem być zwykłym śmieciem bez zasad i zrobię wszystko, byś przerwała mój ból.
Kochanie, wybacz, z całych sił przepraszam. Jak wierny wyznawca ci padam u stóp.
Nie chciałem być zwykłym śmieciem bez zasad i zrobię wszystko, byś przerwała mój ból.