Inne utwory od Kali
Inne utwory od Flawless
Inne utwory od Paluch
Opis
Kompozytor: Marcin „Kali” Gutowski
Autor tekstu: Filip „Flvwlxss” Wiśniewski
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Żyć jak fani wywiera presję. Chcę więcej. Spełniam misję, przynoszę refleksję.
Bierzcie i jedzcie. Nie czuję sławy, raczej depresję. Te z bólem koneksje.
Mam pasję, grubą pensję, ale w trasie tęsknię. Piszą chcesz z tym marny hejcie.
I tak od dawna mam dziurawę w serce. Jak mnie zabiłeś to już się nie uda.
Hejtotporny jak premiera fura. Dla szczura niewarty tytuły króla.
Żyję za dwóch, choć bez sobowtóra. Nic po tytułach, bo gra nieludzka. Na szczytach się tułam jak
Jurek Kukuczka. Do domu jeszcze długa trasa.
Może się nie powtórzyć szansa, by być kimś. Jak kilometry lecą lata.
Chciałbym inaczej, ale tylko tak potrafię żyć. Show biznes marna dziwka.
Mam i mnie swym tanim wdziękiem. Już szepta co chce usłyszeć i do kiermany mi wkłada rękę.
Chcę mu dusze zabrać za bezcen, ja wszystko widzę, mam w oczach rentgen.
Hej suko, ja nic nie muszę. Zawsze byłem, będę, jestem.
Mam już dosyć błysków fleszy i tłumów. Łycha, nosy, byle dalej od żywych trupów. Wyszedłem bosy.
Czy wierzyłeś we mnie, gdy nie było boomu? Doszedłem do forsy.
Niewierni mówią mi guru. Popatrz na me oczy zmęczone jak to miasto.
By rano wstać znowu brak mi sił. Tyle na głowie.
Znowu nie mogę zasnąć, a wszystko i tak zamieni się w pył. Chciałbym uciec tam. Tam, gdzie nie muszę nic.
Gdzie nie znajdzie mnie nikt, nawet ja sam.
Chciałbym uciec tam, gdzie znowu będę mógł śnić. Gdzie tylko one i hotel z milionem gwiazd. Już tylko opary, opary.
Niosą mnie opary, opary. Jestem tak blisko celu, a znowu brakuje mi wiary.
Już tylko opary, opary. Niosą mnie opary, opary. Jak stary człowiek i morze płynę na losu meandry.
Moja rozkmina od dłuższego czasu. Kim zrobił mnie rap?
Jestem dziś wzorem dla wielu dzieciaków i dźwigam ten dar. Nie wiem, czy chcę. Nie patrz już na mnie. Element rozrywki.
Chcą być jak ja.
Nie celebryta bez jazdy medialnej, choć bagaż gwiazdy wrzucili na bar. Nigdy nie czwałem białego kurestwa. Nigdy też ziomek nie byłem jak reszta.
Natural siła. Znów lecę na resztach. Kuwas do pełna to moja rezerwa.
Duchowy kompas wskazuje kierunek.
Jestem prawdziwy bez jebania psów, bez fazy na bycie postrachem podwórek. Niosę tam miłość mocą mych słów. Często tak mam lot na oparach.
Mówię o duszy, nie hero w melinie. Wciąż zapamiętam, gdzie jest moja stacja.
Zero sześć siedem przy mojej rodzinie. Znam ciężką pracę za marne grosze.
Lata tak chude, jakby miały gorset. Chcesz coś powiedzieć, to zamknij mordę.
To, gdzie dziś jestem, zawdzięczam sobie. To, co dziś widzisz, to góry wierzchołek.
Zbiegóra samotności, serce skute lodem. Nie wiem sam, czy to kim jestem.
To dar czy kara. Ile sam wytrzymam jeszcze? Znów lecę na oparach.
Popatrz na me oczy zmęczone jak to miasto.
By rano wstać znowu brak mi sił. Tyle na głowie.
Znowu nie mogę zasnąć, a wszystko i tak zamieni się w pył. Chciałbym uciec tam. Tam, gdzie nie muszę nic.
Gdzie nie znajdzie mnie nikt, nawet ja sam.
Chciałbym uciec tam, gdzie znowu będę mógł śnić. Gdzie tylko one i hotel z milionem gwiazd. Już tylko opary, opary.
Niosą mnie opary, opary. Jestem tak blisko celu, a znowu brakuje mi wiary.
Już tylko opary, opary. Niosą mnie opary, opary.
Jak stary człowiek i morze płynę na losu meandry.