Inne utwory od Kuba Wasylkowski
Inne utwory od Jeza
Opis
Piosenka, która pachnie dzieciństwem – kurzem z babek i łopatek na placu zabaw, słodkim dymem z ogniska i płytą „Mini Mini” na starym telewizorze. Jest w niej babcia machająca z okna bloku owocowego i ojciec, niosący na rękach z dala od dziecięcych strachów – prosto do gwiazd, omijając Betelgezę. To ten sam moment, kiedy w piasku leży jeszcze niezwykły kamień-diament, a jutro pachnie już odjazdem, dorastaniem i pierwszymi stratami. Wiatr próbuje zdmuchnąć cię z powierzchni ziemi jak puch, a ktoś wciąż macha z odległego, odległego „wtedy”… i tak bardzo chciałoby się, żeby ten ekscytujący, gorzkawy spokój pod sercem nigdy się nie skończył.
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
To babcia macha, żebym wracał.
Jeszcze wózkiem jazda na toruński targ po jajka i do Supersamu, a potem komiks Kaczora Donalda i po schodach w bloku skaczę tak jak Bas Astral.
A za oknami owocowe bloki, kiedy robię bazę z Jasików.
W TiVi Mini Mini zjadam płatki Kangur. Rzeźba głowy uspokaja przed szczepieniem.
Mówi mi, że będzie po, zanim się obejrzę.
A ja pytam się, gdzie była dusza, zanim ją zesłano w moje ciało i kim była mama, zanim była mamą.
Wtedy tata bierze mnie na ręce, sadza na kanapie i my omijamy Betelgezę, a do snu puszcza Hey Radiohead i Małe Wu Wu. Jutro leci do
UK, ma pracę w Liverpoolu. Wraca po pół roku. My po roku w nowym domu.
Zaczynają się wakacje. To ostatni dzień w przedszkolu.
Pode mną las z babek i łopatek, a ja muszę iść do domu.
A w piasku diament, moja wieża Babel, mój sekretny spokój.
Mrużę oczy od blasku słońca na twarzy.
Zapach bzu, magnolii, skoszonej trawy.
Wiatr mnie omija, jakbym nic nie znaczył.
I wtedy ktoś do mnie -macha z oddali.
-To macha do mnie nauczyciel z mojej szkoły. Koniec przerwy, a ja nie strzeliłem jak Ibrahimović.
Najpierw matma i religia, potem polski i plastyka. Zapomniałem o brystolu.
Jutro już Wigilia. Po zajęciach jest świetlica, a na dworze szaro. Koloruję wojnę.
Ktoś zabrał krew patyczakom. Aż podjeżdża po mnie tata. Tak jak w każdy piątek.
Wtorki, czwartki są u matki, weekendy dowolnie.
Jedziemy pośród robót, dróg i stadionów, bo będą mecze w piłkę w Polsce oraz Ukrainie. W domu rzeźba głowy.
Nie ma już twojego głosu, za to teraz w Counter Strike'u mam swoją drużynę.
Nie wiem czemu śniła mi się koleżanka z klasy. Rano łóżko było mokre, ja ze strachu blady.
Słucham Californication i kinematografii. Coraz częściej nie rozmawiam.
Zakładam -słuchawki.
-Pode mną las z babek i łopatek, a ja muszę iść do domu.
A w piasku diament, moja wieża Babel, mój sekretny spokój.
Mrużę oczy od blasku słońca na twarzy.
Zapach bzu, magnolii, skoszonej trawy.
Wiatr mnie omija, jakbym nic nie znaczył.
I wtedy ktoś do mnie -macha z oddali.
-To macha mój przyjaciel, żebym się zaciągał wiadrem. Wylał się Budweiser na notatki z maturalnej.
Na Instagramie pisze ona mu, bo mnie zdradzała. Nie wybaczę. Łzy mam w oczach. Piszę wypierdalaj.
Na półce zdjęcie ojca, babci oraz dziadka. W komórce wiadomości to pisze do mnie matka.
Nie odpisuję. Jadę na promocję z TK Maxxa. Ja nie, dziękuję.
Ja sobie na to życie parskam. Zjeżdżam z Moli po studniówce do Travisa Scotta. Chcę na
Open'era, ale COVID plany pokrzyżował.
W kącie kurzy się ta rzeźba, która kiedyś pomagała. Powoli zwiększa się pretensja co do świata. Wybór za wyborem.
Jakie studia? Jaka wódka? Nieprzespane noce, myśli o jej udach oraz ustach.
Co jest jeszcze moje i zmieni się do jutra?
Stoję sam na drodze, twardy jak ta przyszła -kondna.
-Pode mną las z babek i łopatek, a ja muszę iść do domu.
A w piasku diament, moja wieża Babel, mój sekretny spokój.
Mrużę oczy od blasku słońca na twarzy.