Inne utwory od Skumaj
Inne utwory od Gmeniu
Opis
Błyszczy, mieni się, szeleści opakowaniami i paragonami – a w środku i tak jest pusto. Pieniądze płyną, rzeczy się mnożą, szafy pękają w szwach, ale radość z zakupów trwa dokładnie do momentu, aż oderwie się metkę. Tutaj glamour i zmęczenie stoją obok siebie jak dwaj starzy znajomi: jeden głośno się śmieje, drugi cicho liczy straty. Między markami i bliznami prześlizguje się dziwne ciepło – kiedy facet z pełną torbą pomaga chłopcu przy sklepie. Chwila człowieczeństwa, która jest cenniejsza niż wszystkie„szmaty” świata.
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Mam drogie nowe szmaty, nie mieszczę ich nawet w szafie.
Mam pomysł jak zamienić pół wypłaty na wypłatę. Pewnie biorę, bo coś leży. Nawet nie kalkulowałem.
Głowa dalej PTSD, ale chociaż mam na trawę.
Żadna z rzeczy, które kupię nie sprawia radości. Dwie uncje w kubek, żeby czuć się choć jak trup.
Przed koszykiem to wrzucają w kalkulator. Dziś mam pewność nie uszczypnie mnie to, co pierdoli matoł.
Facet stań na biznes, mówisz pilnuj, by tak też się działo.
Nigdy ryja nie zeszmacę, by chodzić z najdroższą szmatą.
Bet jak braciak będzie na dnie, posiedzę chwilę nad tarą. Chuj kim jesteś, draśniesz palcem, pojedziesz na tunel z
Dianą. W moim gronie tylko charakter tworzy człowieka. Miałeś zyskać?
No tracisz, choć tracisz, odmawiasz zeznań.
Jak wychodzisz trzeba żałować straconych paru lat pięta, a nie kurwa, że tam siedzisz i cię nachodzi refleksja.
Jak jest nie do tknięcia to enfant.
Wyskakujcie w czterech, niestraszne kursy w karetkach. Nie no, wolałbym pogadać niż zostawiać zęby w wardach.
Jak jest kwestia honorowa to nie rusza cię mój pazdż.
Nie no, wolałbym nie wołać, dlatego lepiej zostawcie. Z telefonu zmieniam adres tak jak w Google Maps.
Info do opa, jak coś zawsze chodzę z hajsu. Za asystą od zioma co ma w chuju, że ktoś zamka.
Mam drogie nowe szmaty, nie mieszczę ich nawet w szafie.
Mam pomysł jak zamienić pół wypłaty na wypłatę. Pewnie biorę, bo coś leży. Nawet nie kalkulowałem. Głowa dalej
PTSD, ale chociaż mam na trawę. Żadna z rzeczy, które kupię nie sprawia radości.
Dwie uncje w kubek, żeby czuć się choć jak trup.
Przed koszykiem to wrzucają w kalkulator. Dziś mam pewność nie uszczypnie mnie to, co pierdoli matoł.
Nigdy nie byłem w Londynie. Jestem z suwenirem. To bluza z napisem Barbary
London.
Kurtka, że może na Mount Everest idealnie, bo odjebało mi kurwa od forsy.
Pomóż komukolwiek, potem przypierdol się do mnie.
Zaciskałem pasa, teraz pas przenosi konsjerż.
Spotkałem dzieciaka pod sklepem, co liczył drobne, a tam ledwo mała paczka. Teraz siostrze niesie całą torbę. Tak, widzę sukces.
Musiałem po niego zapierdalać. Grube loty, suple, staw wygina jak Balacha.
Albo brałem suple, albo brałem by dotrwać rana. Znam autodestrukcję. Ciężko było znać Adriana.
Mamo, dziś rosnę i to nie propionat. Kiedyś co piątek siedziała zmartwiona.
Wrzucam coś do kosza na sklepie, a robię bola, bo jestem w obcym mieście i będziemy występować. Mam drogie nowe szmaty, nie mieszczę ich nawet w szafie.
Mam pomysł jak zamienić pół wypłaty na wypłatę. Pewnie biorę, bo coś leży.
Nawet nie kalkulowałem. Głowa dalej PTSD, ale chociaż mam na trawę.
Żadna z rzeczy, które kupię nie sprawia radości.
Dwie uncje w kubek, żeby czuć się choć jak trup. Przed koszykiem to wrzucają w kalkulator.
Dziś mam pewność nie uszczypnie mnie to, co pierdoli matoł.