Opis
Inżynier: J.NE
Producent: J.NE
Kompozytor: Żenel Neretin
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Я шёл по зимнему ветру домой.
Старинный дом, пустой трамвайный рой.
Ты встала рядом, как чужой, иной.
Такой знакомой стала вдруг печаль.
Дешёвый кофе, серый тусклый зал.
Ты смеялась, будто мир устал от тихих сцен, от глупых лишних драм. Но я узнал тебя по старым снам.
Ты — та, что снилась ночь за ночью.
С ветром в волосах, с тишиной в глазах.
Я столько искал тебя между "поздно" и "жаль".
Ты — та, что снилась ясно, больно.
Малю твое имя долго, как февраль.
И таю, и таю в этой встрече, в финале и в начале.
Ты говорила: "Всё пройдёт, уснёт". И пальцем таила чужая боль вине.
Я делал вид, что не горит внутри, что не по коже твои шаги.
Сквозь шум витрин, сквозь город и туман ты шла, и каждый звук янтарным стал.
Я так боялся сделать лишний вдох, чтоб не спугнуть твой странный мягкий вздох.
Ты — та, что снилась ночь за ночью.
С ветром в волосах, с тишиной в глазах.
Я столько искал тебя между "поздно" и "жаль".
Ты — та, что снилась ясно, больно.
Малю твое имя долго, как февраль.
И таю, и таю в этой встрече, в финале и в начале.
И если всё это мираж дождя, и если утром снова нет тебя, пускай, но в самом хрупком из годов я всё равно тебя нашёл.
Ты — та, что снилась ночь за ночью.
С ветром в волосах, с тишиной в глазах.
Я столько искал тебя между "поздно" и "жаль".
Ты — та, что снилась ясно, больно.
Малю твое имя долго, как февраль.
И таю, и таю в этой встрече, в финале и в начале.
Tłumaczenie na język polski
Wróciłem do domu dzięki zimowemu wiatrowi.
Stary dom, rój pustych tramwajów.
Stałeś obok mnie, jak obcy, inny.
Smutek nagle stał się tak znajomy.
Tania kawa, szary, ciemny pokój.
Śmialiście się, jakby świat był zmęczony cichymi scenami, głupimi, niepotrzebnymi dramatami. Ale rozpoznałem cię ze starych snów.
Jesteś tym, o którym śnię noc po nocy.
Z wiatrem we włosach i ciszą w oczach.
Szukałem cię pomiędzy „za późno” a „przepraszam”.
Jesteś tym, który śnił jasno i boleśnie.
Malowałem Twoje imię aż do lutego.
I rozpływam się i rozpływam na tym spotkaniu, w finale i na początku.
Powiedziałeś: „Wszystko minie, zaśnie”. I palcem ukrywała cudzy ból i winę.
Udawałam, że nie płonę od środka, że Twoje kroki nie dotykają mojej skóry.
Szedłeś przez hałas wystaw sklepowych, przez miasto i mgłę, a każdy dźwięk stawał się bursztynowy.
Tak bardzo bałam się wziąć dodatkowy oddech, żeby nie spłoszyć twojego dziwnego, miękkiego westchnienia.
Jesteś tym, o którym śnię noc po nocy.
Z wiatrem we włosach i ciszą w oczach.
Szukałem cię pomiędzy „za późno” a „przepraszam”.
Jesteś tym, który śnił jasno i boleśnie.
Malowałem Twoje imię aż do lutego.
I rozpływam się i rozpływam na tym spotkaniu, w finale i na początku.
I jeśli to wszystko jest mirażem deszczu i jeśli rano znów Cię nie będzie, nawet jeśli w najbardziej kruchych latach wciąż Cię odnajdę.
Jesteś tym, o którym śnię noc po nocy.
Z wiatrem we włosach i ciszą w oczach.
Szukałem cię pomiędzy „za późno” a „przepraszam”.
Jesteś tym, który śnił jasno i boleśnie.
Malowałem Twoje imię aż do lutego.
I rozpływam się i rozpływam na tym spotkaniu, w finale i na początku.