Inne utwory od Włodi
Inne utwory od Antiquant
Opis
Autor tekstów, wokalista: 4resh we7akecare
Autor tekstów, wokalista: Włodi
Kompozytor, produkcja muzyczna: Antiquant
Inżynier miksowania, inżynier masteringu: Sensi
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Wiem jak być straconym i jak zdradzić
Wiem jak bić pokłony i jak kadzić
Wiem jak być pokornym i mieć za nic
Wszystko i nic
Od lat chodzę do pracy i mam szefa
I jaki nie byłby to układ to mi płaci
Według pewnych norm to mu podlegam
Chociaż widujemy się też po pracy
Możesz mieć we mnie hypemana
Umiem się wycofać i nie obraża wcale mnie ta rola
Stoję twardo na nogach, ale zdarzyło się klękać
Gdy jej sukienka opinała biodra
Grzebałem w portfelu i w telefonie
Dziś traktuję to jak złe doświadczenia
Co ma wisieć przecież kurwa nie utonie
Wszyscy jesteśmy Chrystusami od urodzenia
Staram się nie oceniać, byłem klasowym pajacem
Dziś nadal możesz mieć mnie za błazna
Przebacz, ja kiedyś sobie sam przebaczę
Na razie brud nawarstwiam, kolejna warstwa
Sadzę skryn szpan jak ty Bóg szpan
W każdym razie szpan, bez niego nic nie warta
Ani ojca, mama taka wariatka
Bóg nie gadał do gówniaka
Nasza klasa miała hehe
Nie przepraszam, wciąż za wcześnie
Poleruję ciągle miedź
Wiem też, że dziś sama odpowiadam
Próżna wcale, ale pyszna
Tylko to mnie jeszcze niesie
Bo się prędzej nie poddałam
Dzierżę próżnię i śniedzieję
Może śnić się stanie treścią
Patrzę na jej warstwy ledwie
Może kiedyś uszlachetnię
I ten syf zamienię w rzeźbę
W każdym razie on jest stały
Odpowiadam chcę czy nie chcę
Solisz rany i nieczeźnie
Bo to flow jest tlenem bez
Umiem zgubić się w tłumie chociaż znaną mam twarz
Umiem się dopasować, umiem burzyć
Umiem wyrównać rachunek co zalegał od lat
Umiem rozpoznać miłość i jej służyć
Mam swój nałóg i go karmię
Choć specjalnie to nie jestem z tego dumny
Moje oczy świecą jak latarnie
Gdy rozrzucone słowa układam w kolumny
Zwykle napawam się ciszą
W napadach weny wersy piszą się same
Parę klatek z tego filmu chciałbym wyciąć
Bo w złych warunkach były nagrywane
Uczucia mam mieszane
Ale jointy do tej pory palę czyste
Jej obecność wypełnia mieszkanie
Ja w dżdżyste poranki wypełniam swoją misję
Palenie mostów zostawiam na potem
Zysków i strat jak fitów nie liczę
Dziś je przekraczam w tą i z powrotem
I tak po ludzku staram się nie zdziczeć