Inne utwory od francis
Inne utwory od Oskar83
Inne utwory od rów babicze
Opis
Produkcja muzyczna, inżynier miksowania, producent, inżynier masteringu: francis
Inżynier miksowania, inżynier masteringu: ENZU
Inżynier miksu, inżynier masteringu: Adam Kubera
Inżynier masteringu, inżynier miksu: Piotr Witkowski
Wokalista, autor tekstów: Oskar83
Wokalista, autor tekstów: Rów Babicze
Kompozytor: Szymon Frąckowiak
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Minęły trzy lata, a ja znowu Berlin
Tym razem bez wujka, bez kurew
Co się zmieniło? Pytają czy im coś ogarnę
Rzadziej jak się czuję
Ciągle się przykładam, jak im poziom spada to dzwonią
Wchodzę na ratunek
Zrób tak, żeby miało to ręce i nogi
Mnie prosi co drugi kadłubek
Pytają Barti kiedy coming out
Mówię pas póki co spójrz prawdzie w oczy
Bardzo długo rany leczy czas
Widzę to, widzę was, widzę ból, że już macie dosyć
Niejeden ma hajs i patrzy na świat
Przez przeszklony dach i zaszklone oczy
A teraz powiedzcie mi prawdę czy to boli jak
Wy poubijacie kokosy
Ja trzy lata temu to bym nie pomyślał
Że będzie tak dobrze, a nadal się martwię
A jak się zaczynasz opłacać
To nawet lojalność oddadzą ci w barter
I choć kamień z serca to ciągle się boję
Że na nerki spadnie
I znowu coś z bólem wyleję na kartkę
Jak jest drzwiami no to okno
Jak połówka no to litry
Jakbym wtedy poszedł solo
To bym dzisiaj nie miał blizn
Udawałeś wtedy kogoś
Żeby poczuć się jak nikt
Jakbym wtedy nie był sobą
To dzisiaj byłoby mi wstyd
Tego życia już nie ma i nie jestem dumny
A było jak noc z kurwą bez gumy
Pościel jeszcze ciepła, a ja bez pokuty
W powietrzu się unoszą perfumy
Obiecałem sobie złote góry
Wzorem byli ci co mieli dobre fury
Ten czy tamten skurwiel, powiedz który
Najpierw buda, potem szczury
Pozdrawiam brudno i moje bankructwo
Kawę bardziej zieloną niż szmaragd
I oczy niebieskie, przyjedź taksówką
Ja czekam z dżekiem, potem wypierdalaj
Bez szacunku do życia przyjmując placebo
Tego chcesz znów wariat
Samobójstwo czy morderstwo
Pościg za śmiercią, Jezus Maria
Uczucia przykrywał farmazon jak fornir
Mieliśmy zamknięte oczy
Otworzyły się gdy zjedliśmy kartonik
I byliśmy pokorni po tamtej nocy
Lekkomyślność, można powiedzieć, że raczej głupota
Dziś bolą mnie stawy na zmianę pogody
Głodny? Po maku mi skacze glukoza
Jak jest drzwiami no to okno
Jak połówka no to litry
Jakbym wtedy poszedł solo
To bym dzisiaj nie miał blizn
Udawałeś wtedy kogoś
Żeby poczuć się jak nikt
Jakbym wtedy nie był sobą
To dzisiaj byłoby mi wstyd
Jest zero trzy zero kierunek na Berlin
Musiałem przylecieć, nie mogłem uwierzyć
Że twoja zaliczka z wytwórni
Podobno gdzieś tutaj na ulicy leży
Dalej robię wszystko od nowa
Z Berlina do studia, ze studia na koncert
Na początku drogi wziąłem to na bary
Więc muszę to teraz wycisnąć jak Wojfer
Nigdy mnie nie spotkasz na siance
Sami sobie tu robimy reklamę
Stoję na czerwonym to jak stoję w korku
A nie na czerwonym dywanie
Obra stałeś w pióra, wyjebało ego
Ale potem nie masz co się tu dziwić
Bo dopiero jakbyś zagrał w Monachium
To może w końcu byłbyś kimś
Podjeżdża G klasa, chciałeś być jak oni
Ale nie dla ciebie te sfery
Rzucają materią z ręki do saszetki
A ty jedynie pod kebabem do nery
I nawet kiedy upadnę to brat mnie nie zostawi
Wpadnie tylko po dalinę
A jeśli ktoś stoi za tobą murem
To tylko kurwy w Berlinie