Inne utwory od Chada
Opis
Wydany: 25.07.2011
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Chodźmy, brat, we wspólną podróż, nadzieja we mnie mieszka
Kilka nocy już spędziłem z tymi zapiskami Leszka
Możesz skończyć tu na deskach, gdy życie ciebie zbeszta
Albo wstać i iść dalej, tak jak typy tu, gdzie mieszkam
Nie ma ludzi nic niewartych, poczuj się jak u siebie
W tym zalewie tego chłamu, gdzie, kurwa, nikt nic nie wie
Kolor biały niepraktyczny, jak życie bez pomyłek
Ziomuś, też nie chciałem żyć, lecz w końcu uwierzyłem
Weź obejmij mnie za szyję, chodź, zobacz, jak się żyje
W tym kraju, gdzie z pewnością nikt biedny nie przytyje
Dziwko, wyjęcz, co cię boli, a zresztą nie chcę słuchać
Z całą sceną idź się ruchać, a później się naniuchaj
Odłóż na wszelki wypadek to sumienie niewygodne
Ja mam, kurwa, swoje życie, moje życie to mój problem
A tak w ogóle mam się dobrze, jeszcze o tym usłyszysz
Na marginesie, kolo, wbijam chuj w twoje opisy
Pamiętam czarne niedziele, na cyprysowym wzgórzu
A dzisiaj sam w to nie wierzę, krzyczę rest in peace Guru
O bery zetrę mimiczne zmarszczki z twojej twarzy
Jeśli jeszcze raz powiesz, że hip-hop nie niesie prawdy
Podwórko uczy zasad, policja uczy biegać
Zamiast gadać o zasadach, wolę ich przestrzegać
Znam dowcip o najbardziej samotnym człowieku świata
Ten dowcip często jest o mnie, pointa nie jest zabawna
Siódmy rok, telefon w dłoń, kiedy siadam do Wigilii
Abonament TP'sy, miłości matki nie podliczy
Tam, gdzie pada, w asfalt odciśnięte dłonie
Choć to nie Miasto Aniołów, ani nawet Międzyzdroje
Bóg stworzył ludzi na swój obraz, podobieństwo
Nie szukam Boga w ludziach, chcę znaleźć w nich człowieczeństwo
Fałszywe lisy ostatecznie skończą na kołnierzach
Przerobieni na ozdobne futro rękami kuśnierza
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda
Pierdolę to, jak mnie postrzegasz, jak biorę bit, to wchodzę w nich jak skurwysyn
I nie wiem, co popycha ich do tego, by próbować z tym
Niesiemy prawdę, jakakolwiek by nie była
Ale spoko, będę krył cię, jeśli mówisz, że masz przypał
Nie mam już sentymentów, to nie jest korzystne
Gdy czują twoją słabość, to ci wjadą na tą psyche
I nie panosz się już przy mnie, jeśli dawno mnie skreśliłeś
Co mi teraz, kurwa, wmówisz, nagle jesteś mi coś winien?
Nie wiem, co jest bardziej przykre od osiedli bez ambicji
Bo patrzyli na nas z góry, żebyś tylko się ich wyzbył
Mogę mówić o zawiści, ale w chuju mam ich bóle
Orły latają wysoko, nie po to, by czuć skruchę
Wciąż biję piony z typami, od których bije prawdziwość
I ty wiesz, gonię za snami, do góry ginie zawiłość
I śledź mnie, możesz nawet przez tą lornetkę
Hejter ściąga to z bólem, jakby, kurwa, miał stulejkę
Czuję to tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd
Kiedy siedzę tutaj z fajkiem, z ciężkim kacem, późną nocą
Niosę swoją prawdę, mikrofon jest moją kosą
Trzymam ją na twoim gardle, dobrze radzę, milcz jak posąg
Uderzyła ci sodówa? Pierdolę twoje gwiazdorstwo
Wyłącz mikrofon i idź sobie wstrzyknij botoks
Zagrałem dwa koncerty, na których nie byłem w formie
Bo wypiłem zbyt dużo, wielu ludzi tym zawiodłem
Lecz znam swoje błędy, a ty nie jesteś święty
Twoi producenci chętnie by dograli tutaj wersy
Wiem, że wiesz, o czym mówię, więc spierdalaj
Bo jak powiem głośno, to twój statek nie popłynie dalej
Więc przynieś flaszkę, nalej, przyznaj się do błędu
Chyba że wolisz beef, to zjem cię bez sentymentu
W życiu pełnym zakrętów trochę się zgubiłeś
Uwierz, nie chcesz, żebym prawdę przyniósł na twoją mogiłę
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda
Jak kieszonkowiec, ostatnie złudzenia ci kradnę
Boisz się o własną dupę, a z nami chcesz nieść tą prawdę
Trafiłeś pod zły adres, nieważne, w co dziś wierzysz
Prawda ma to do siebie, po naszej stronie leży
Tu, gdzie niejeden za news na "Pudelku" by zapłacił
Ale to jest Polska, jakie gwiazdy, tacy paparazzi
Niosę prawdę, nikt z nas się nie zeszmacił
Przechylam setę z Chadą, braci się nie traci
Szmula wystukuje fajkę, z paczki lecą z zapalniczką
Za dupę podstaw hajsy, za typów scenę hip-hop
Wiesz już, dzieciak, wszystko i znasz ich politykę
Popatrz, ilu MC's nawija pod publikę, gdy widzę (gdy widzę), jak idą po ulicy
Najchętniej wydłubywałbym ich patykiem z chłodnicy
Apetyt wilczy, mój instynkt nie milczy
Niosę prawdę, wie o tym każdy sukinsyn
Ee, słyszysz mocne bębny
Niesiemy swoją prawdę, choć diabły szczerzą zęby
I krzywią gęby, słysząc moje słowa
Wiem, gdzie, jak i którędy, nie mam potrzeb, by się chować
Wysoko głowa, niech opuszczają podli
Za to będę dziękował zawsze, gdy będę się modlił
Vietnam, good morning, bit trwa jak twierdza Modlin
Nieprawdopodobni, jestem buntownik
Nie, kurwa, trefniś, fartowniś, raczej rzemieślnik, zbrojownik
Gram prawdy, pieśni widowni
Wieści ze Szpadyzorni, wciąż silniejsi, bo wolni
Tu wiosennie w mieście nie boli
Ewo, nie rewolucja, to nie cytat z Nietzschego
Tak z niczego wyrasta rap-drzewo, od reprodukcji na lewo
Niesiemy prawdę we własnym tempie
Co nagle, to po diable
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda
Lalala, znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
Lalala, rap w biało-czerwonych barwach
U nas, ziomek, w tych linijkach sama prawda, tylko prawda