Inne utwory od Vin Vinci
Inne utwory od Epis DYM KNF
Inne utwory od Phono Cozabit
Opis
Wokal: Vin Vinci
Wokal: Epis DYM KNF
Producent: Phono Cozabit
Programista: Phono Cozabit
Autor tekstu: Wojciech Targoński
Autor tekstu: Dawid Łukomski
Kompozytor: Grzegorz Woś
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten. To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się.
Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten.
To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się.
Sięgam pamięcią wstecz jak pamiętnik wspomnień, które odtwarzam jak w pętli.
Pisałem wiersze, później pierwsze wersy. Od dziecka fascynowały mnie dźwięki.
Matula rzuci z ziomami woreczki. Starczy na słoni dwie pałeczki.
A klimat miejski, bloki dziewięć cztery. Osiedle ważniejsze niż słabe oceny.
Na czwartym piętrze zerkam przed walką. Kiedy? Kiedy powróci tatko?
Obok są działki, na których zrywałem kwiatki po to, by uszczęśliwić mamę.
A to, że mnie kocha, nie raz udowodni.
Gdy przyjdzie szorować plamy ze spodni matula, co troszczy się zawsze, ja troszczę się mordką, nagami o klatkę, o -klatkę, o klatkę. -Biłem się z bratem, a nie miałem szans.
Tęsknię za tobą, kiedy widzę nas w jednym pokoju, w drugim nasze siostry.
Nie właź tu Wojtek, dzieciaku dorosnij.
Markery, pisaki, tagacze no wszędzie są, ksywę zaznaczę, a kanapkę z topionym serkiem dam kumplowi na pierwszej przerwie.
Nie było rozkmin co i za ile. Miałem kanapkę, dwa złote na bilet.
Z każdym się biłem, co miał jakiś problem. Raz się wygrało, raz dostałem w mordę.
Świetliki wrzucane na tory. Blokujemy ruch tramwajowy.
Fernie zimowe i hokej na stawie. Starszyzna już bramki ma porozstawiane.
Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten.
To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się. Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten.
To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się.
Łyżwy na nogi i szale na szyję owinięte szkotem z Bauera Kije.
Z garażu wyciągasz latem motorynę. Ten zapach, gdy gaziel poczuje benzynę.
Na rzeką bita sandomierska gruszka. Tu wezmę łyka, tam wezmę wózka.
W szkole mnie nie ma. Nie słyszę dzwonka. Pro Evolution Soccer gra mój ziomka.
Z jarzębiny składałem korale. Po szkole w warzeniach wbijam po kaskadę.
W oddali widzę postać mojego taty. Chyba coś przez krowa, bo w ręku ma kwiaty.
Pierwszy zarobek to zbiór owoców. Cieszył się dzieciak. Nie było kokosów.
Beztroskie czasy pełne uśmiechu minęły szybko jak na jednym wdechu. Ej, jej.
Czasem nie wracał. Do nocy czekałem. Wiedziałem, że walczył na dole z pożarem.
Nie raz pomagałem wpisywać mu dane. Wentylacja kopalń, czyli przewietrzanie.
Ostre melanże, wyprawy nocne historie co są na płytę za mocne.
Pierwsza dziewczyna i zawód miłosny. Lewy koleżka i z panem ostry.
Wspólne drogi komarem na baku. Wracałem, gdy sierad przykrywał zachód.
Magia tych czasów i chwile beztroski. Przelot składakiem z miasta do wioski.
Kosza i w piłkę grane po zmroku budują bazę nieopodal bloku.
Ty policjantem będziesz, ja złodziejem. Mamy pół kawki, naboje na drzewie.
Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten.
To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się.
Zamykam oczy i wspominam, kiedy patrzę w ten. To jak album zdjęć.
Chciałbym powrócić choć na chwilę, żeby poczuć się, poczuć się.