Inne utwory od Dzharakhov
Opis
Kompozytor: Gorbanev Nikita Nikołajewicz.
Kompozytor: Nazarow Iwan Witalijewicz
Autor tekstu: Jarkow Dmitrij Władimirowicz
Autor tekstu: Eldar Dzharakhov
Tekst i tłumaczenie piosenki
Oryginał
Ну смотри, бытовые , как обычно. Отношения рабочие, не гони.
Свою бычку давил, я убил в себе сволочь. Мы враги закадычные, всё изменится в полночь.
Это мы ведь отмычка, что скинет сердце с замочка.
Но ты же сама здесь и как будто надолго.
Осветитель не горит так, чтобы тенью к тени, телом к телу. Зачем мне держать нас?
Это самоволка.
Я мог свалить, но вернулся к тебе, к тебе, к тебе.
Ой, да не спится, душе больно до зари. Где я?
Ау, ау. Где ты?
Ау, ау. Ой, да не снится уже, только позабыть. Где мы?
Ау, ау. Где мы? Ау, ау.
Переменчива, словно погода, и слёзы рекой. Всё спокойно, раз в год я погас.
Выведу на чистую воду, протерев свои стёкла, оставлю развод после нас.
Наши кольца — оковы, и брак наш бракован. Мечта превратилась в баллад.
Из дверного проёма сорвётся подкова. Лечу в бездну, словно Пегас.
Небо в апреле символично засыпало снегом. В нашей съемной нефели давно не слышно смеха.
Я четвертый час в машине, хоть давно приехал. Мы перегорели, между нами всё остыло.
Прошлые ошибки бумерангом мне в затылок.
На часах тридцать один, и это страшный вещий сон, в котором я уже не стану молодым отцом. Всё.
Ой, да не спится, душе больно до зари. Где я? Ау, ау.
Где ты? Ау, ау.
Ой, да не снится уже, только позабыть. Где мы?
Ау, ау. Где мы? Ау, ау.
Tłumaczenie na język polski
Cóż, spójrz, domowe, jak zwykle. Związek działa, nie naciskaj.
Zmiażdżyłem byka, zabiłem w sobie drania. Jesteśmy zaciekłymi wrogami, o północy wszystko się zmieni.
Jesteśmy głównym kluczem, który wyjmie serce z zamka.
Ale ty sam tu jesteś i to jak przez długi czas.
Rozświetlacz nie pali się tak, że cień w cień, ciało w ciało. Dlaczego mam nas zatrzymać?
To jest nieudane.
Mogłem odejść, ale wróciłem do ciebie, do ciebie, do ciebie.
Och, nie mogę spać, dusza mnie boli aż do świtu. Gdzie jestem?
Och, och. Gdzie jesteś?
Och, och. Och, nie mogę już marzyć, po prostu o tym zapomnij. Gdzie jesteśmy?
Och, och. Gdzie jesteśmy? Och, och.
Zmienna jak pogoda, a łzy płyną jak rzeka. Wszystko jest spokojne, raz w roku wychodzę.
Wyciągnę to na światło dzienne, wycierając szklankę, zostawiając rozwód za nami.
Nasze pierścienie są kajdanami, a nasze małżeństwo jest wadliwe. Sen zamienił się w ballady.
Z drzwi wypadnie podkowa. Lecę w otchłań niczym Pegaz.
Niebo w kwietniu symbolicznie pokryło się śniegiem. W naszych wynajętych nefeli śmiechu nie słychać już od dawna.
Siedzę w samochodzie już cztery godziny, chociaż przyjechałem dawno temu. Wypaliliśmy się, wszystko między nami ostygło.
Błędy przeszłości bumerang z tyłu głowy.
Zegar wskazuje trzydzieści jeden i jest to straszny proroczy sen, w którym nie będę już młodym ojcem. Wszystko.
Och, nie mogę spać, dusza mnie boli aż do świtu. Gdzie jestem? Och, och.
Gdzie jesteś? Och, och.
Och, nie mogę już marzyć, po prostu o tym zapomnij. Gdzie jesteśmy?
Och, och. Gdzie jesteśmy? Och, och.