Utwory
Artyści
Gatunki
Okładka utworu Chic

Chic

Izi

3:32włoska pułapka Album Fenice 2016-05-13

Inne utwory od Izi

  1. ELETTROLISI
Wszystkie utwory

Opis

Pociąg odjeżdża gdzieś w dal, a myśli, jak walizki bez rączek, ciągną się za nim, niby chciałoby się puścić, ale szkoda. Świat mija za oknem, a wewnątrz toczy się cicha walka między tym, kto chce wydawać się silny, a tym, kto po prostu chce odetchnąć. Wszystko wydaje się iść zgodnie z planem: nowe miasta, nowe twarze, a nawyk bycia „w ruchu” stał się czymś w rodzaju zbroi. Tylko pod nią wciąż żyje ten, który marzył o wzbiciu się w powietrze, ale teraz woli po prostu nie upaść. Paradoksalnie spokojne uczucie, jakby życie naprawdę nauczyło mnie stać na nogach bez zbędnych dramatów. Jeansy zamiast drogich garniturów, szczerość zamiast pozy. Nie trzeba być kimś innym, żeby pozostać sobą, nawet jeśli trzeba udawać pewność siebie.

Tekst i tłumaczenie piosenki

Oryginał

Eh, eh, eh, easy.

Uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè.

Filtra la luce dall'alto e sembra quasi bello.

Non mi piace ma un cazzo, ma stamattina è diverso. Cosa mi gira il cervello?

Ruota non gira se penso già male, pensa che ho il mare che dove ci lascia affogare le pare così ci chiariamo.

Ogni accento ha il suo posto, ogni aceto ha il suo mosto.

Ho il diabete ed è un mostro.

Foglie secche nel bosco, scricchiolii nel corso.

Quando ci separiamo, ritornare a casa quando il sole cala piano e dopo i bandire di tavole, strade, sparire, tornare, fuggire, morire per vivere meglio, per vivere in tempo, per vivere nel tempo, per vivere nel tempo sul serio.

Le macchine in mezzo, le mani col medio, le raffiche, il vento, rimani o rimedio, rimari che ho dietro, rivali che freno, rivalse di amici che ho carico dietro.

Non ti sento da giorni e sono in viaggio da solo e non pretendo che torni, ma nemmeno che volo perché quando plano dall'alto vedo il mondo davvero, tu vai piano, io parto, tanto già lo sapevo che se qualcuno mi dà la forza, fra, mi rafforzo così, fai.

E nessuno mi dà la forza ma me la cavo così tra vesto le vesti di uomini chic nei sogni ma nella realtà vesto jeans, non scendo con sci ma esco con chi dimostra di sapermi capire appieno.

Io pensavo a me e a te, stesi nudi nel letto.

Le coperte non le voglio perché coprono l'orgoglio, quindi prendo da te e tu prendi da me come fosse il nostro giorno, come stessimo sparendo in un secondo io e te.

In ritardo di mesi affitto, mi ricordo di me da piccolo.

Ogni cosa che vorrei non ce l'ho, ogni rosa che vende ha vinto, ogni posa che scatti è peso, ogni cosa che spacchi è nero, ogni canna che faccio è un problema in meno, ogni volta che spacco, mi spacco sul serio.

Si mangia ma mangiar da solo mi stanca come ogni volta da solo in sta stanza, immerso nel buio, quintali di carta pesta, bestia calda, la mia palestra di note, di notte la fronte si bagna, ma chi se ne fotte dell'acqua?

La lacrima in viso se incido, sorrido se spacca, se è 'st'acqua non devo pagarla.

E non sei come me, non hai dormito in stazione con me, non hai chiamato gli amici per sapere se c'era un letto, anche bruciato, anche malmesso.

Non ho mai messo un soldo, fra, solo perché non l'avevo.

E non c'è pronto soccorso, solo la luce che arriva dal cielo.

E non ti sento da giorni e sono in viaggio da solo e non pretendo che torni, ma nemmeno che volo perché quando plano dall'alto vedo il mondo davvero, tu vai piano, io parto, tanto già lo sapevo che se qualcuno mi dà la forza, fra, mi rafforzo così, fai.

E nessuno mi dà la forza ma me la cavo così tra vesto le vesti di uomini chic nei sogni ma nella realtà vesto jeans, non scendo con sci ma esco con chi dimostra di sapermi capire appieno.

Io pensavo a me e a te, stesi nudi nel letto.

Le coperte non le voglio perché coprono l'orgoglio, quindi prendo da te e tu prendi da me come fosse il nostro giorno, come stessimo sparendo in un secondo io e te.

Eh, eh, eh, easy. Uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè, uè.

Tłumaczenie na język polski

Ech, ech, ech, proste.

Hej, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow.

Filtruje światło z góry i wygląda niemal pięknie.

Kurwa, nie podoba mi się to, ale ten poranek jest inny. Co kręci mi mózg?

Koło się nie kręci, gdy już źle myślę, myślę, że mam morze, które pozwala nam utonąć, wydaje się, żebyśmy mogli się oczyścić.

Każdy akcent ma swoje miejsce, każdy ocet ma swoje must.

Mam cukrzycę i to jest potwór.

Suche liście w lesie, skrzypią w trakcie.

Kiedy się rozstajemy, wracamy do domu, gdy słońce powoli zachodzi i po wygnaniu stołów, ulic, znikamy, wracamy, uciekamy, umieramy, żeby żyć lepiej, żyć w czasie, żyć w czasie, żyć w czasie poważnie.

Samochody w środku, ręce ze środkowymi palcami, podmuchy, wiatr, zostań lub zaradzij, rymy, które mam za sobą, rywale, których hamuję, zemsta przyjaciół, których mam za sobą.

Od kilku dni nie mam od Ciebie wiadomości, podróżuję sam i nie spodziewam się, że wrócisz, ani nawet polecisz, bo kiedy szybuję z góry, naprawdę widzę świat, idziesz powoli, odchodzę, już wiedziałem, że jeśli ktoś da mi siłę, bracie, wzmocnię się w ten sposób, zrób to.

I nikt nie daje mi sił, a ja tak sobie radzę, w snach noszę ubrania eleganckich mężczyzn, a w rzeczywistości noszę dżinsy, nie jeżdżę na nartach, ale wychodzę z tymi, którzy pokazują, że mnie w pełni rozumieją.

Myślałem o tobie i mnie, leżących nago w łóżku.

Nie chcę koców, bo zakrywają dumę, więc ja biorę od ciebie, a ty bierzesz ode mnie, jakby to był nasz dzień, jakbyśmy ty i ja zniknęli w ciągu sekundy.

Pamiętam siebie jako dziecko, zalegającego z czynszem kilka miesięcy.

Nie mam wszystkiego, czego chcę, każda róża, która się sprzedaje, wygrywa, każda poza, którą sfotografujesz, to ciężar, wszystko, co kręcisz, jest czarne, każdy joint, który robię, to o jeden problem mniej, za każdym razem, gdy się kręcę, naprawdę tańczę.

Jemy, ale jedzenie samotnie mnie męczy, jak za każdym razem, gdy jestem sam w tym pokoju, zanurzony w ciemności, tonach papierowej mache, gorącej bestii, mojej siłowni notatek, w nocy czoło mi moknie, ale kogo obchodzi woda?

Łza na twarzy, jeśli się skaleczę, uśmiecham się, jeśli się stłucze, jeśli to ta woda, nie muszę za to płacić.

I nie jesteś taki jak ja, nie spałeś ze mną na stacji, nie dzwoniłeś do znajomych, żeby dowiedzieć się, czy jest łóżko, nawet spalone, nawet złe.

Nigdy nie włożyłem ani grosza, bracie, tylko dlatego, że go nie miałem.

I nie ma pierwszej pomocy, jest tylko światło pochodzące z nieba.

I nie mam od ciebie wieści od kilku dni, podróżuję sam i nie oczekuję, że wrócisz, ani nawet polecisz, bo kiedy szybuję z góry, naprawdę widzę świat, idziesz powoli, odchodzę, już wiedziałem, że jeśli ktoś da mi siłę, bracie, wzmocnię się w ten sposób, zrób to.

I nikt nie daje mi sił, a ja tak sobie radzę, w snach noszę ubrania eleganckich mężczyzn, a w rzeczywistości noszę dżinsy, nie jeżdżę na nartach, ale wychodzę z tymi, którzy pokazują, że mnie w pełni rozumieją.

Myślałem o tobie i mnie, leżących nago w łóżku.

Nie chcę koców, bo zakrywają dumę, więc ja biorę od ciebie, a ty bierzesz ode mnie, jakby to był nasz dzień, jakbyśmy ty i ja zniknęli w ciągu sekundy.

Ech, ech, ech, proste. Hej, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow, wow.

Obejrzyj teledysk Izi - Chic

Statystyki utworu:

Odsłuchania Spotify

Pozycje na listach Spotify

Szczytowe pozycje

Wyświetlenia YouTube

Pozycje na listach Apple Music

Wyszukiwania w Shazam

Pozycje na listach Shazam